Tyndale poszedł do swojego biskupa i podzielił się pomysłem tłumaczenia Biblii z oryginału. Biskup się wystraszył i powiedział: nie rób tego! Mimo to Tyndale zaczął tłumaczenie. Gdy to się wydało, musiał uciekać i wyjechał z Angli pod fałszywym nazwiskiem w 1524 do Hamburga. W 1524 roku, z pomocą mnicha Williama Roya, ukończył przekład Nowego
Testamentu. Pewnego razu ktoś wykupił cały nakład przekładu Tyndale’a z zamiarem spalenia go, ale znalazł się ktoś, kto go odkupił i uratował. Kiedy odnaleźli go szpiedzy, musiał uciekać. To były trudne czasy!
Pismo Święte przemycano do Anglii i w coraz większej liczbie rozpowszechniano. To nie mogło się podobać władzom. W 1535 roku Tyndale został aresztowany i po 500 dniach pobytu w bardzo ciężkim więzieniu w zamku w Vilvoorde niedaleko Brukseli został osądzony. Wyrok był przesądzony: Tyndale został skazany za herezję, uduszony przez zadzierzgnięcie i spalony na stosie. Był to sygnał ostrzegawczy: kto będzie chciał to samo robić, zginie jak on!
Później w Anglii nastąpiły przemiany. Henryk VIII zerwał z Kościołem Papieskim i sam ogłosił się głową Kościoła, ponieważ nie otrzymał pozwolenia na rozwód. Nowinki związane z reformacją przenikały do jego królestwa, więc sam postanowił, że Kościół trzeba zreformować, a Pismo Święte przetłumaczyć na angielski, korzystając z
poprzednich tłumaczeń.
Żyjemy w niezwykłych czasach, kiedy możemy oglądać w internecie te wszystkie Biblie, o których tu mówimy. Kiedy wchodzimy na stronę wystawy, to linki umieszczone na jej plakatach prowadzą nas do omawianych Biblii. Możemy na nie kliknąć i otworzą się ich rozdziały. Możemy je oglądać kartka po kartce i rozdział po rozdziale. Możemy je powiększyć i przeczytać. To wszystko jest tak zrobione, że każdy może sobie z tym poradzić. To jest naprawdę niezwykłe! Jesteśmy wyjątkowym pokoleniem.
Możemy np. obejrzeć Kodeks z Aleppo, którego jeszcze w 1947 roku nikt nie mógł nawet sfotografować, a my to wszystko mamy w domu. Jeżeli weźmiemy Kodeks Synajski, to możemy przewijać każdą jego kartę. Chociaż
nie ma tu podziałów na rozdziały i wersy, to ten program tak jest zrobiony, że nam pokaże, w którym miejscu jesteśmy. Takich CUDÓW jeszcze nie widziano. Ten cud polega na tym, że Chiny kupują prawa autorskie, albo nawet oryginalne wersje, skanują i drukują je w milionowych nakładach, nadają numer ISBN i rozprowadzają po bibliotekach.